w ,

Dzika Turystyka – Poznajcie Wenecki Triathlon

Nowa atrakcja dla turystów odwiedzających miasto

wenecja triathlon triatlon

Słyszeliście kiedyś o „dzikiej turystyce”? Może ten termin nie brzmi dla Was znajomo, bo w Polsce nie stykamy się jeszcze z tak dużą liczbą „dzikich turystów”, żeby nie nazywać ich inaczej niż „wandalami” lub częściej po prostu „idiotami”. „Dzika turystyka” jest bowiem całkowitym przeciwieństwem turystyki zrównoważonej, mającej na celu minimalizację negatywnego wpływu turystów na odwiedzane środowisko „Dzika turystyka” jest bezmyślna, polega na ignorancji w stosunku do innej kultury, braku szacunku do obcego miejsca i szalonych wyczynach, od których zwykle u siebie „w domu” człowiek stara się powstrzymywać albo chociaż je ograniczać. Na „dziką turystykę” najłatwiej trafić w najbardziej popularnych i znanych na całym świecie miejscach turystycznych – tam, gdzie przyjeżdża najwięcej ludzi, więc siłą rzeczy najłatwiej trafić w końcu na jakiegoś… wariata.

Dzika turystyka - wandalizm czy sport?

Włochy, jako kraj bardzo nastawiony na turystów, dość często muszą mierzyć się z przypadkami „dzikich turystów”. Upodobali sobie oni zwłaszcza Wenecję – w końcu ile wspaniale szalonych rzeczy można robić w mieście na wodzie?

Nieszczęśni Włosi zamieszkali w atrakcyjnych turystycznie rejonach mają już naprawdę dość ludzi, którzy przyjeżdżają do nich i kompletnie nie potrafią się zachować. Na szczęście podchodzą do tego irytującego fenomenu z wrodzonym humorem i opowiadają o nim na przykład tak:

Wenecki triatlon, nowa atrakcja dla turystów odwiedzających miasto

Paolo Pradolin, dla „La voce di Venezia”

W tym roku 3 sierpnia po raz enty odbyły się próby do weneckiego triatlonu, dyscypliny, która wymaga wielu różnych umiejętności lekkoatletycznych. Mowa o zawodach, które przyciągają do Wenecji śmiałków z całego świata.

Wenecki triatlon, jak wiadomo znawcom, zasadniczo składa się z trzech konkurencji: pływania w kanałach; jazdy na rowerze (zwykłym lub górskim) przez wąskie, brukowane uliczki, zwane calli, oraz niewielkie place, campielli; biegu, kiedy ścigają cię służby porządkowe. W sezonie turystycznym często można bezpłatnie obejrzeć trening sportowców, którzy przyjeżdżają do Wenecji zewsząd właśnie w tym celu.

I tak oto trzeciego sierpnia odbyła się próba na dwóch kółkach. Ten etap triatlonu obejmował wyścig na czas z Riva dei Sette Martiri na Plac Świętego Marka (od strony Piazzetta dei Leoncini).

Trzech uczestników, naturalnie turystów, niezamieszkałych w Wenecji (podobno przybyłych jachtem zacumowanym na wybrzeżu), zgodnie z kluczowymi wymaganiami, wystartowało z wielkim wigorem. Pomimo złych warunków pogodowych i gruntowych, z oponami przygotowanymi na deszcz, kolarze ruszyli z wielką determinacją. Niestety, właśnie z powodu brzydkiej pogody, na miejscu nie było wielu kibiców, którzy mogliby ich dopingować.

A oto jak przebiegał rajd – pierwszy kolarz od razu wystrzelił swoim rowerem w stronę najbliższej rampy dla niepełnosprawnych na Ponte de la Veneta Marina, zmuszając pozostałych do obrania tej samej wąskiej drogi. Jak zwykle wjazd pod górę był męczący, lecz podczas niego lider mógł popisać się swoimi zdolnościami sportowymi. Natomiast zjazd przy pełnej szybkości zademonstrował zdolność kolarzy do kontroli nad pojazdem.

Wyścig rozwijał się dalej z wielką zażartością, jego członkowie niemal potrącili dziecko na hulajnodze, kiedy rozwinęli pełną prędkość po zjazdach z dwóch kolejnych ramp dla niepełnosprawnych. Tuż przed Hotelem Danieli drugi kolarz zdecydowanie wysunął się na prowadzenie.

Dwójka zawodników jechała łeb w łeb przez kilka metrów, wprawiając widzów w ekscytację, gdy drugi ryzykownym manewrem zdołał wyprzedzić grupę i objąć prowadzenie.

Wyprzedzenie!

Właśnie w takich chwilach docenia się całe piękno tego sportu.

Wreszcie finałowy sprint przypieczętował zwycięstwo dwóch pierwszych kolarzy, którzy zakończyli wyścig z podniesionymi rękami przed bazyliką świętego Marka. Trzeci dotarł ze znacznym opóźnieniem w stosunku do prowadzącej pary.

Aby pogratulować im emocjonującego wyścigu, na mecie czekali na nich już lokalni policjanci, którzy mogli potwierdzić dokładny czas każdego zawodnika.

Wyścig uznano, a dzięki zapłaceniu mandatu nowy rekord zostanie oficjalnie ratyfikowany.

Tak zakończył się wielki dzień sportu, kolarze wrócili na miejsce startu, gdzie czekali na nich fani i rodziny, podczas gdy z boku pewien człowiek dziwnie przypominający wyglądem znanego włoskiego cyklistę, niejaki Gino (Gino Bartali – jeden z najbardziej znany włoskich kolarzy, trzykrotny zwycięzca Giro d’Italia, red.), powtarzał: „Wszystko nie tak, trzeba wszystko powtórzyć!”

Koniec artykułu.

Źródło: https://www.lavocedivenezia.it/

Mam nadzieję, że ta przygoda czegoś nauczyła naszych dzielnych cyklistów. Liczę też na to, że Wy potraficie się zachować jako turyści i o takich „weneckich triatlonach” to tylko czytacie sobie rozkminki w Internecie 😊 Pamiętajcie – nie próbujcie tego w domu (a tym bardziej za granicą)!

Rozkminiła: Gabriela Sagała
Tłumaczenie z języka włoskiego: Gabriela Sagała

Zgłoś nadużycie

Komentarze

Dodaj odpowiedź

Jeden ping

  1. Pingback:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie…

0
jak zwiększyć ruch na stronie

Jak zwiększyć ruch na stronie?

sprawa kryminalna Opowieści kryminalne

Momenty grozy #3 – sprawa kryminalna Conrada Roya