w

Kali Uchis i jej album Sin Miedo

Kali Uchis na płycie „Sin Miedo” zaufała samej sobie i w końcu postawiła na swój bogaty i uwodzicielski głos. Na płycie znajdziesz też liczne eksperymenty. Zapraszmy do posłuchania i zapozniania się z recenzją najnowszego albumu Kali Uchis.

Kali Uchis Sin Miedo

Na swoim pierwszym hiszpańskojęzycznym krążku, kolumbijsko-amerykańska piosenkarka krzyżuje humorzasty, pełen młodzieńczego charakteru pop z bolero, reggaetonem i latynoskim soulem, które wybrzmiewały w jej młodości.

Artytska na swoim koncie ma już jeden studyjny album – „Isolation”, a także dwie EP-ki (nagranie muzyczne, które zawiera więcej utworów niż singel, ale zwykle nie kwalifikuje się jako album lub LP): „Por Vida” i „To Feel Alive” i liczne single. Współpracowała tez z wieloma dużymi nazwiskami z branży amerykańskiej takich jak Tyler, the Creator czy Rico Nasty.

W utworach swojego drugiego albumu Kali tworzy wizerunek anioła po upadku z nieba. To zobrazowane przez nią boskie stworzenie jest nieustraszone i nieobciążone obowiązkami. Artystka śpiewa „A nadie le debo” (Nikomu nie jest niczego nic winna.)

To swego rodzaju zesłanie sprawia, że album „Sin Miedo (del Amor y Otros Demonios” jest jej najbardziej personalnym i pełnym prawdy dziełem. 26-latka jest zdecydowanie bardziej rozmarzona, niezależna i pewna siebie niż na wydanym dwa lata wcześniej krążku „Isolation”, który zapewnił jej na rynku muzycznym wizerunek jedynej w swoim rodzaju syreny-outsiderki. Pracując nad nim musiała bowiem udowodnić światu swój potencjał, pokazać na co ją stać. Zrealizowała to poprzez współpracę z grubymi rybami przemysłu muzycznego, takimi jak Tyler, the Creator, Bootsy Collins czy Gorillaz.

Kali Uchis Sin Miedo (del Amor y Otros Demonios) ∞

Na płycie „Sin Miedo” Uchis zaufała samej sobie. Ilość kolaboracji zmniejszyła do minimum, uciekając się do garstki artystów, wśród których możemy znaleźć portorykańskiego producenta Tainy. Jej głos, wciąż bogaty i uwodzicielski, błyszczy w pełnym blasku na albumie. Artystka pozwala sobie na liczne eksperymenty z tonem i oktawami, przez co całokształt  rysuje nam się jako jaskrawy obraz pełen wyrafinowanych kolorów. Jej zamiłowanie do kawałków z szaf grających skłania ją do powrotu do przeszłości. Uchis idzie jednak dalej i zamiast ograniczać się tylko do smaczków funky i psychodelicznego jazzu, do których przyzwyczaiła swoich anglojęzycznych słuchaczy, wydobywa swój bilingualny i binacjonalny latynoski repertuar i wyznacza go jako swój priorytet. Kali jest uosobieniem szyku lat 2000, tańcząca w latynoskim klubie i gotowa przedstawić światu nowe oblicze regaetonu i bolero.

Urocze odwołania Kali Uchis do przeszłości

Najbardziej urocze odwołania do przeszłości na „Sin Miedo…” są coverami klasycznych kawałków latino, wzbogaconymi o teksty niczym ze scenariusza telenoweli ( co zabawne, Uchis zawsze chciała zostać reżyserem). W utworze otwierającym album „la luna enamorada”, będącym reedycją bolero z lat sześćdziesiątych spopularyzowanego swego czasu przez kubański zespół doo-wop, Los Zafiros, Kali mówi z przekąsem: Y tú qué pensaste, que yo me iba a echar a morir?” („A ty co myślałeś, że przewrócę się z boku na bok i umrę?”). Uchis udaje się nawet złożyć hołd Królowej Latynoskiego Soulu, La Lupe, umieszczając na płycie “qué te pedí”, swój ulubiony kawałek z trasy, którego używa jako interludium. Przez dwie kolejne minuty artystka śpiewa przejętym, pełnym bólu głosem do samolubnego kochanka, którego oczekiwania są niemożliwe do sprostania.

Jednak w kolejnym utworze przypomina sobie jak ważną w relacjach jest sztuka ignorowania, jakkolwiek bolesna by nie była. Wyróżniający się utwór „vaya con dios” o tym fakcie świadczy najwyraźniej. Kawałek, którego tytuł oznacza „Idź z Bogiem”, jest formą odprawy obojętnego kochanka, a swoim brzmieniem przywodzi na myśl kinową elegancję motywu przewodniego z filmów o agencie 007. “Se que estoy perdiendo,” przyznaje, “pero el juego no ha concluido.” Wie, co traci, jednak to nie koniec gry.

Kiedy jeden z kochanków odchodzi, na horyzoncie zawsze czeka ktoś lepszy – i tym kimś jest sama Uchis. Pomimo, że w jej twórczości przejawiała już ten rodzaj pewności siebie, to właśnie na albumie „Sin Miedo…” podkreślona jest jej kobieca przewaga, która przybiera momentami formę niemal autorytatywną. “Si me vas a hablar háblame con respeto” (“Jeśli masz zamiar ze mną rozmawiać, mów do mnie z szacunkiem”) z niezachwianą pewnością siebie śpiewa w seksownym utworze “te pongo mal (prendelo)” powstałym we współpracy z duetem reggaetón Jowell & Randy. Samą myśl spopularyzowała lata temu gwiazda muzyki tego samego gatunku, Ivy Queen, w utworze Quiero Bailar. Podobny charakter ma wiodący singiel “¡aquí yo mando!”, gdzie na tle głębokiego basu, Uchis przyznaje, że to ona rozdaje karty, podczas gdy jej wspólniczka zbrodni, Rico Nasty rapuje wersy w języku hiszpańskim, które pomogła jej napisać Kali.

Kali Uchis zaufała instynktowi

Całe to przedsięwzięcie nie doszłoby do skutku, gdyby Kali Uchis nie zaufała swojemu instynktowi. Odważnie stanęła przy swoim ze świadomością, że pewna część jej publiczności nie przyjmie entuzjastyczne w całości hiszpańskojęzycznego albumu. Po opublikowaniu w październiku przedostatniej pozycji na albumie, utworu “la luz (Fín)”, będącego owocem współpracy z latynoskim artystą trap, Jhay Cortezem, artystka na Twitterze podzieliła się z fanami swoim stanowiskiem: „dzisiaj wypuszczam kolejną piosenkę po hiszpańsku, co oznacza kolejny dzień rozczarowania dla moich anglojęzycznych fanów, którzy nie życzą sobie podjąć próby słuchania muzyki w językach, których nie rozumieją, czego jestem świadoma”. Album „Sin Miedo…” najlepiej udowadnia ile tracą.

Polecane rozkminki

Zgłoś nadużycie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ile kosztuje flokowanie flokowanie deski rozdzielczej renowacja deski rozdzielczej regeneracja deski rozdzielczej

Na czym polega flokowanie?

jak uniknąć maskne jak wyleczyć maskne profilaktyka

Jak uniknąć maskne?